2019-02-28

Z tęsknoty za wspólnotą

Znów jesteśmy bardzo wdzięczni naszym gościom. Że okazują wobec siebie i nas, organizatorów, tyle życzliwości. Cieszą się, że mogą spotkać się ze sobą, wielu – tak mówią – tylko raz w roku właśnie na biesiadzie. Że z taką kulturą się bawią. Że są z nami wszystkie pokolenia, czyli gdzieś od 18 do 80 roku życia, a może i więcej i każdy czuje się na swoim miejscu. Że znów jest dużo młodzieży. Z uznaniem możemy powiedzieć o Michale Warszyckim, który w tym roku „przyprowadził” sześćdziesięciu młodych ludzi! A jakże pięknie ci młodzi śpiewają – „nasze” pieśni.
Do tańca porywał biesiadników zespół Master Dance, grający i śpiewający pod kierunkiem Andrzeja Korolki i zespól muzyczny prowadzony przez Mariusza Chorużego. Ale nie tylko. Otóż rodzeństwo Anna i Doroteusz Fionikowie ze Studziwod przenieśli biesiadników w atmosferę mieszczańskiej zabawy gdzieś z początku XX wieku. Pokazali, że to co nazywamy folklorem, nie musi być teraz tylko formą sceniczną, może zejść między lud współczesny i przez niego z radością przyjęty. Grupa, tworząca Żemerwę i kapelę, śpiewała pieśni rodem z Bielszczyzny, oczywiście po naszemu. Wielu biesiadników jej wtórowało. Grupa tańczyła przy dźwiękach akordeonu, skrzypiec i bubna. Ale jak! Zupełnie inaczej dziś młodzież – na dyskotekach rozproszona, podzielona, „skacząca” każdy po swojemu, nawet nie w parach. Tu studziwodczanie natychmiast stworzyli bawiącą się społeczność. Ich tańce to korowody, wsysające biesiadników, to przenikające się układy wielu par, czwórek, budowanie „tuneli”, kółek, szeregów. Byłam zdumiona jak Ania Fionik i jej pomocnice natychmiast wcieliły ducha wspólnej, dobrej zabawy. Jakże go szybko przejmowano, szczególnie młodzi! Jak starsi z przyjemnością patrzyli na młodych, jak dawniej na wiejskich czy miejskich zabawach, kiedy istniały społeczności a nie skaczące indywidua, na które tylko kamera chętnie patrzy – z góry jako na tłum falujący, jak na ekstremalne wydarzenie.
– Ten typ naszej zabawy trzeba przenosić do życia, upowszechniać go – mówi mi Darek Fionik– Da się? – pytam.
– Da – mówi z przekonaniem.– Bo to jest alternatywa dla współczesnej kultury, rozbijającej w proch wszelkie społeczności, budującej jedynie wybujałych indywidualistów. A ludzie tęsknią za wspólnotą. Chcą być razem.
Nasza biesiada jest wyrażeniem tęsknoty do bycia razem. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy odpowiadacie na nasze wołanie.
I o niezwykłe ważnym aspekcie naszego spotkania, charytatywnego. Zbieraliśmy pieniądze na budowę nowej cerkwi na górze Jawor, leżącej na granicy polsko-słowackiej, którą duchowo opiekują się mnisi ze wspólnoty monastycznej, założonej w 2008 roku w pobliskiej Wysowej (1,5 km od góry). Mnich Maksym z tej wspólnoty mówił, że przy czterdziestoosobowej parafii w Wysowej, którą się opiekują mnisi, nawet marzenie o budowie nowej świątyni jest nierealne. Dlatego liczą na pomoc prawosławnych z innych regionów Polski, szczególnie Białostocczyzny.Dlaczego nowa cerkiew jest potrzebna? Na górze istnieje wszak od 1930 roku stara, Pokrowy, wzniesiona na miejscu trzykrotnego objawienia się Bogarodzicy, gdzie wytrysnęło też cudowne źródło. Prawosławni Rusini po powrocie z wygnania (Akcji Wisła) podnieśli ją z ruiny, zamienioną w stajnię i szalet. Wróciła tam i ikona Bogarodzicy, ocalona przez Annę Okarmową, córkę Firyi Demiańczuk, której objawiła się w 1925 roku Matka Boża. Anna wyjęła ją z paleniska, w którym palono ikony. Była tylko nadpalona. Poddała renowacji. Nie miała dokąd jej oddać, bo cerkiew w pobliskiej Blechnarce była owczarnią, w Wysowej z 1789 roku – składem wełny, w Hańczowej – kościołem katolickim, do czasu aż zawaliła się kopuła, potem opustoszała.
W 1958 roku władze powiatowe w Gorlicach przekazały świątynię na górze Jawor „w zarząd i użytkowanie Cerkwi prawosławnej”, ale nie dały kluczy. Otrzymali je dopiero wtedy, gdy zaczęło w niej rozbłyskiwać tajemnicze światło. W 1972 roku skończyli jej generalny remont. Modlili się w niej. Od 2008 roku co tydzień we środy modlili się dodatkowo podczas akafistów do Bogarodzicy. Do niej przybywali pielgrzymi z Polski i Słowacji.
Ale sąd w 2017 roku przekazał świątynię Kościołowi katolickiemu, dokładnie unickiemu. Dlatego prawosławni chcą w pobliżu wznieść swoją cerkiew.

Na potrzeby jej budowy ofiarowaliście Państwo podczas biesiady 7 569 tysięcy zł i 60 euro, to prawie 8 tysięcy złotych, rekordowo jeśli chodzi o zbiórki podczas Biesiady. Dziękujemy za hojność. Tym, którzy do akcji chcą się dołaczyć, podajemy numer konta:Prawosławny Męski Dom Zakonny Opieki Matki Bożej38-316 Wysowa Zdrój 2708 8627 0001 2002 3009 6668 0001